wtorek, 15 maja 2018

Drogowe zdarzenia

Dzisiejszy dzień był zwariowany.

Od rana byłam w trasie. Dwa razy jechałam do miasta. Opuściłam wykład, na jeden się nie opłacało jechać, a nieobowiązkowy. Drugi raz mnie nie było. Ale to nie jest ważne.

O godzinie 10 rano ruch na ulicach jak w ulu. Ludzie nie pracują? Za dużo pieniędzy mają, że tylu ich w sklepach w godzinach, w których zwykle się pracuje? Tak się zastanawiałam. Są niepracujący studenci, są emeryci i renciści, są bezrobotni, no ale żeby aż tylu? Ktoś przecież pracuje. I to na początku tygodnia.

Jednak to to nic.

Moje druga podróż była taka, że zanim opuściłam dom, przeczytałam na necie informację o tym, że był wypadek. Jeden samochód nie wyhamował po tym jak spadł deszcz, wjechał w tył tego, który jechał przed nim i bum, stłuczka objęła kolejne dwa auta, czyli w sumie cztery samochody uszkodzone na głównej drodze. Pięknie, można rzec. Oczywiście, nie chciałam się pakować w korek, toteż brat pokazał mi trasę alternatywną. Niemniej gdy już dojeżdżałam do mostu, na którym doszło do owego zdarzenia, nie dostrzegłam sznura aut i zaryzykowałam, tzn. zdecydowałam się na wjazd do miasta.

Udało się. Było czysto.

Za to w drodze powrotnej już mi się nie poszczęściło i musiałam z powrotem zawrócić do miasta. Już z daleka dojrzałam, że coś się stało na drodze, a machający lizakiem strażak tylko mnie w tym utwierdził. Poza tym stało tam kilka aut, które zaczęły nawracać. Wykorzystałam więc leśną drogę i zawróciłam zanim strażak doszedł do mojego samochodu. Nie widziałam co się stało, aż do momentu, kiedy nie wróciłam do domu i nie sprawdziłam serwisu informacyjnego dotyczącego powiatu, jaki zamieszkuję. Co się okazało? Ktoś, po prostu nie wyrobił na zakręcie i go poniosło w drzewa.

Czy to wszystko tylko przez jedną burzę?
Niekoniecznie.
Ale już nie będę się rozwodzić nad zachowaniami niektórych kierowców, jakich spotykam na drodze.

Na koniec się usprawiedliwiam: czasem nie jestem w stanie odwiedzić wszystkich blogów, więc odwiedzę je w innym terminie. Może być, że w późnym terminie. Powinnam uporządkować linki, bo niektóre mi się zapodziały, albo są gdzieś daleko w zakładkach... No tak. 

14 komentarzy:

  1. Myślę, że burze mają wpływ o tyle, że zmienia się pogoda, tzw. biomed jest fatalny, sama źle się wtedy czuję i słychać, jak kierowcy na siebie trąbią...
    O zachowaniach niektórych tez się nie będę rozpisywać, czasami strach gdziekolwiek jechać!
    Mąż załatwiał coś rano przed pracą i też się zdziwił, że chyba pół miasta nie pracuje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co za tym idzie trzeba się inaczej zachować na drodze. Pewnie, że strach. O proszę, to nie tylko u mnie tak jest.

      Usuń
  2. wszystkiego na pogodę zwalić się nie da ... przedtem klęliśmy na drogi , to one były temu winne ,że tyle wypadków, potem na drzewa , bo bezczelnie rosną przy drogach teraz pozostała nam już pogoda ... ciekawe kiedy zaczniemy być bardziej samokrytyczni ... U mnie też duży ruch w mieście , no ale mamy środę targową a i nie ma handlu w niedzielę to ludziska latają by się zaopatrzyć wcześniej w to co możliwe ...
    Pozdrawiam serdecznie ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie. Jak warunki pogodowe się zmieniają to też trzeba się do nich dostosować. No strasznie dużo ludzi w sklepach. Dobrego wieczoru ;).

      Usuń
  3. Mam podobne spostrzeżenia jeżeli chodzi o korki na sklepowych parkingach, albo przy kasie. Nie wiem o co chodzi, ale światek, piątek, czy niedziela miejsca na parkingu wiecznie brak, a jak się wejdzie do sklepu po jedną rzecz, to w kolejce do kasy czeka się godzinę. Parodia.

    Kierowcy na drodze są strasznie nierozważni. Ostatnio byłam świadkiem, jak pewnemu delikwentowi się śpieszyło i na ekspresówce na podwójnej ciągłej wziął się za wyprzedzanie ciężarówki. Przed ciężarówką sznur samochodów, a z naprzeciwka pędzą jak szaleni. W ostatniej chwili ktoś się zlitował i wpuścił go na pas, inaczej byłaby kraksa, a później wielkie zdziwienie na twarzy szanownego kierowcy. Ja nie mówię, wypadki się zdarzają, ale w większej mierze jest to głupota kierowców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, u mnie to samo. Komuś życie niemiłe, moim zdaniem lepiej się spóźnić te 5-10 minut niż spowodować wypadek.

      Usuń
    2. Niektóre przypadki podchodzą już pod jazdę brawurową... Czasem mam wrażenie, że inni kierowcy w ogóle nie zdają sobie sprawy z obecności innych samochodów, albo traktują resztę jak przeszkody do wyminięcia. To chore i bardzo nieodpowiedzialne.

      Usuń
    3. O tak. Zwłaszcza, jak widzę kierowcę w BMW to właśnie tam jest ta brawura. I to wcale nie stereotyp, tylko to naprawdę ich dotyczy przynajmniej z tego, co widziałam. Ważne jest, by liczyć się z innymi użytkownikami drogi i z przepisami.

      Usuń
  4. Bardzo czujnym trzeba być za kółkiem, a argument "Ale przecież ja umiem jeździć!" już wiele osób rozczarował.. Czasami trochę deszczu robi takie cuda - cztery auta uszkodzone. Obyś zawsze była bezpieczna w aucie. O! :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, to się tak wydaje, że to łatwo się prowadzi, a wcale tak nie jest. Dzięki bardzo. ;) Pozdrawiam również. ;)

      Usuń
  5. To mnie właśnie napawa lękiem, kiedy jeżdżę samochodem. Można być nie wiem jak dobrym kierowcą, ale trafić na bezmózgowca, który spowoduje wypadek. A takich mam wrażenie na drogach coraz więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, też się tego obawiam.

      Usuń
  6. Zgodzę się z moją przedmówczynią. Przy nauce jazdy powinni uczyć też odpowiedzialności. Bo wsiadając za kółko nie odpowiadamy tylko za swój pojazd, ale również za wszystkie wokół. Ja też ostatnio mam zrobiony bałagan w linkach. Do tego nowa praca i ciężko mi wypracować nowy rytm pracy, w którym się zorganizuję - jak dawniej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Co do nauki jazdy to ona w ogóle pozostawia wiele do życzenia... Oczywiście, nic dodać, nic ująć. Właśnie, ten bałagan w linkach to jednak trochę utrudnia życie. ;) Powodzenia Ci życzę. ;)

    OdpowiedzUsuń