poniedziałek, 21 maja 2018

Zielonogórska wyprawa

18 maja tego roku pojechałyśmy z siostrą do Zielonej Góry.

Chciałyśmy zobaczyć to miasto.

Ponad trzygodzinna podróż w jedną stronę pociągiem zaowocowała przejazdem przez miejscowość o jakże uroczej nazwie zaprezentowanej na poniższym zdjęciu:




Sama miejscowość już tak uroczo nie wyglądała... Ale Laski Zachodniopomorskie pozdrawiają Laski Lubuskie! - tak żartowałyśmy.

Po przybyciu na dworzec spotkał nas widok, który jest ostatnio ciągle obecny i w naszych stronach, tj. remonty na drogach i na stacjach PKP. Cóż, uciążliwe, ale konieczne.

Następnie udałyśmy się na rynek. A tam:
 Fontanna z Bachusem.


Te latarnie wydały mi się całkiem ciekawe. I klomby z kwiatami, które naprawdę ładnie się prezentowały. Budynki miały interesującą architekturę, aczkolwiek wiele było zaniedbanych, pomazanych brzydkimi graffiti, niestety. Co za tym, idzie miasto straciło na atrakcyjności w naszych oczach.
Bachus, czyli bożek wina w wersji znacznie mniejszej niż ta z fontanny. Takich posążków znalazłyśmy kilka ustawionych w różnych miejscach na ulicach. Podobnie jest z wrocławskimi krasnalami. Genialny pomysł moim zdaniem.

Z tego, co zauważyłyśmy Zielona Góra ma świetne biblioteki. (Jedną z nich, przy Uniwersytecie Zielonogórskim można zobaczyć poniżej). Ja się na takie pisze! Nie wchodziłyśmy, co prawda do środka, ale z zewnątrz - robią wrażenie.

No i na koniec, Muzeum Ziemi Lubuskiej. Najlepsze muzeum, w jakim do tej pory byłam. Polecam, jeśli ktoś kiedyś będzie w stolicy województwa lubuskiego. Kapelusze pochodziły z czeskiego muzeum, wypożyczono je na Noc Muzeów. W pierwszej sali, do jakiej trafiłyśmy znajdowały się obrazy, makiety miasta i różne pamiątki związane z Zieloną Górą. W drugiej były rzeźby sakralne. Trzecia to była galeria poświęcona Tadeuszowi Kuntze. W czwartej można było obejrzeć wspomniane kapelusze damskie, męskie, w różnych rozmiarach i z różnych wieków oraz obszarów świata. Niektóre z nakryć głowy można było przymierzyć, co stanowiło świetną zabawę. Następna była sala z karykaturami, potem ze skrzyniami z różnych cechów rzemieślniczych i jeszcze z rzeźbami z żelastwa wszelkiego rodzaju, które wykonał Marian Kruczek. Tam właśnie znajdowała się ,,firanka" z łańcucha. Potem przeszłyśmy do piwnic, gdzie znajdowało się Muzeum Wina i Muzeum Dawnych Tortur. Muzeum Dawnych Tortur naprawdę jest niesamowite. Nie opiszę tego słowami, bo to po prostu trzeba zobaczyć. Te wszystkie narzędzia wykorzystywane do tortur, proces czarownic, pracownia kata, kamienie hańby, które zakładano kobietom na szyje i wiele, wiele sprzętu do zadawania bólu ludziom, którzy czymś sobie na to zasłużyli, bądź nie zasłużyli, ale i tak uznano ich za winnych. Jedna uwaga co do muzeum jest tylko taka, że aby wszystko dokładnie obejrzeć potrzeba sporo czasu, więc warto się tam wybrać jednak na początku wycieczki.



To była jednodniowa wycieczka, z której wróciłyśmy właściwie zadowolone. Może nie do końca, bo trochę się rozczarowałyśmy, ale jednak. Atrakcje w muzeum na pewno podniosły naszą ocenę. Minusem dosyć sporym było to, że trudno tam znaleźć sklep spożywczy, które w naszej okolicy są na każdym rogu niemal. Mijałyśmy kilka cukierni, dwie albo trzy galerie handlowe, jedną Żabkę, byłyśmy w McDonaldzie i w Biedronce, którą jakimś cudem znalazłyśmy jeszcze przed udanie się na powrotny pociąg. Za to wiele było sklepów odzieżowych.

Inne uwagi były takie, że mają ładne ronda (jako kierowcy zwróciłyśmy uwagę, jak jest na drogach, wyremontowane - także na plus ;)), było wiele fajnych miejsc, w których można było usiąść. Ludzie trochę mało uśmiechnięci, ale może to przez pogodę, bo wiał wiatr i było pochmurnie. A może po prostu tak mają? Spotkałyśmy trzech panów, grających na instrumentach, jeden na gitarze, drugi na akordeonie, trzeci na skrzypcach. Fajnie, że to robią. Zawsze to miła odmiana zobaczyć takiego człowieka i pokazanie pasji. W mieście jest też Palmiarnia, ale tam akurat nie poszłyśmy, więc nic na jej temat nie mogę powiedzieć. Na koniec jeszcze sporych rozmiarów posąg od mieszkańców miasta dla bohaterów 2-ej wojny światowej.

wtorek, 15 maja 2018

Drogowe zdarzenia

Dzisiejszy dzień był zwariowany.

Od rana byłam w trasie. Dwa razy jechałam do miasta. Opuściłam wykład, na jeden się nie opłacało jechać, a nieobowiązkowy. Drugi raz mnie nie było. Ale to nie jest ważne.

O godzinie 10 rano ruch na ulicach jak w ulu. Ludzie nie pracują? Za dużo pieniędzy mają, że tylu ich w sklepach w godzinach, w których zwykle się pracuje? Tak się zastanawiałam. Są niepracujący studenci, są emeryci i renciści, są bezrobotni, no ale żeby aż tylu? Ktoś przecież pracuje. I to na początku tygodnia.

Jednak to to nic.

Moje druga podróż była taka, że zanim opuściłam dom, przeczytałam na necie informację o tym, że był wypadek. Jeden samochód nie wyhamował po tym jak spadł deszcz, wjechał w tył tego, który jechał przed nim i bum, stłuczka objęła kolejne dwa auta, czyli w sumie cztery samochody uszkodzone na głównej drodze. Pięknie, można rzec. Oczywiście, nie chciałam się pakować w korek, toteż brat pokazał mi trasę alternatywną. Niemniej gdy już dojeżdżałam do mostu, na którym doszło do owego zdarzenia, nie dostrzegłam sznura aut i zaryzykowałam, tzn. zdecydowałam się na wjazd do miasta.

Udało się. Było czysto.

Za to w drodze powrotnej już mi się nie poszczęściło i musiałam z powrotem zawrócić do miasta. Już z daleka dojrzałam, że coś się stało na drodze, a machający lizakiem strażak tylko mnie w tym utwierdził. Poza tym stało tam kilka aut, które zaczęły nawracać. Wykorzystałam więc leśną drogę i zawróciłam zanim strażak doszedł do mojego samochodu. Nie widziałam co się stało, aż do momentu, kiedy nie wróciłam do domu i nie sprawdziłam serwisu informacyjnego dotyczącego powiatu, jaki zamieszkuję. Co się okazało? Ktoś, po prostu nie wyrobił na zakręcie i go poniosło w drzewa.

Czy to wszystko tylko przez jedną burzę?
Niekoniecznie.
Ale już nie będę się rozwodzić nad zachowaniami niektórych kierowców, jakich spotykam na drodze.

Na koniec się usprawiedliwiam: czasem nie jestem w stanie odwiedzić wszystkich blogów, więc odwiedzę je w innym terminie. Może być, że w późnym terminie. Powinnam uporządkować linki, bo niektóre mi się zapodziały, albo są gdzieś daleko w zakładkach... No tak. 

wtorek, 8 maja 2018

Wybrałam kilka







Ostatnio wspominałam o robieniu zdjęć. No to wrzucam kilka najbardziej udanych.

Bez pachnie nieziemsko. Ten akurat rośnie u sąsiadów, ale przechodzi przez płot na naszą stronę.

Rzepak kwitnie, także jest żółto, tym bardziej, że pełno jest mleczu. Dmuchawce też są!

No i moje ulubione stadko łabędzi, które rozbiło obóz na tzw. polnym jeziorze. Chociaż tam nie tylko łabędzie je zamieszkują sądząc po tym, co widziałam. Lubię na nie patrzeć, jak przejeżdżam tamtą drogą albo idę na spacer. Jest ich tam kilkadziesiąt i to stanowi naprawdę niesamowity widok, tym bardziej, że nigdy ich tyle tutaj nie było.

;)

Czy wypada?

Moje relacje z facetami, jakie są każdy wie.
Zwykle nie chce mi się o nich opowiadać i ucinam je w krótkich zdaniach.
Bo jak czegoś nie ma, to nie ma o czym rozmawiać.

Ale...

W sobotę usłyszałam, że powinnam iść na randkę, skoro jest sobota. No tak, w weekendy wszyscy chodzą na randki i na imprezy, więc czemu ja nie?

Yhy, pomyślałam, z tymi co pod sklepem stoją?
Nie, z tymi to nie - usłyszałam w odpowiedzi.
A no właśnie. Z tymi nie.

Kto mi to powiedział? Kolega mojego taty. Lat 50 +.

Najlepsze nastąpiło w niedzielę. Jak pisałam wcześniej, poszłam robić zdjęcia. Ubrałam t-shirt, dżinsy, zrobiłam makijaż i poszłam. W sobotę dla przeciwieństwa siedziałam w starych legginsach i rozwleczonej koszulce, a na twarzy nie miałam żadnego kosmetyku. Czyli totalna wygoda.

Jak facet zobaczył mnie w makijażu, od razu mi powiedział, że wyglądam jakoś inaczej.
Hahahaha!

A wieczorem na portalu społecznościowym mi napisał, że naprawdę pięknie wyglądałam.

Czy wypada?
Oczywiście, że nie. Jak sam zauważył jest dużo starszy, a jednak pisze mi, że jestem ideałem.
Really?
Poważnie?
A gdybym tak powiedziała mojemu tacie?
Powiedziałam siostrze, bo przecież zauważyłam jak mi się przygląda.

Czy naprawdę nie można się powstrzymać przed takimi komentarzami?
Miałam też takie wiadomości od faceta, który ma żonę. I co oni sobie myślą? Że co? Że to nic nie znaczy? A jakby się dowiedziała? Kto miałby piekło na ziemi?

Odrzucałam chłopaków, którzy coś tam do mnie czuli. Ja do nich nie czułam nic. Mnie też odrzucono, zwodzono, ba, nawet szydzono i proponowano seks na ulicy. Nie będę się zgadzać na takie rzeczy. Nie będę tworzyć relacji na siłę. Jeśli nie wyszło coś, czego chciałam to nie wyszło. Swoje odcierpiałam i ruszyłam dalej.

Jestem sama, to jestem sama. Jest ok, jak jest. Przyjdzie czas na zmiany, albo nie przyjdzie. Komu to oceniać, skoro mi to nie przeszkadza?

Mam tyle lat, ile mam. I co? To znaczy, że jak wszyscy powinnam być związku, myśleć o założeniu rodziny? Nawet nie mam pracy i własnego mieszkania. To zakładać, tak? Bo inni już mają... No przecież POWINNAM!

Dlaczego nie dociera, że ja wiem doskonali co powinnam, a czego nie?

Bo inni, bo ja w tym wieku.
A czy ty żyjesz moim życiem? Czy jesteś mną?
A może ja bym chciała, ale na razie tego nie mam? Zadajesz sobie takie pytania? Może zdarzyły się sytuacje, o których trudno jest zapomnieć. Ale co ciebie to obchodzi. Przecież taka fajna i mądra, i ładna jestem. No to nie mogę być singielką, bo się nie godzi. Współcześnie, naprawdę się nie godzi być singlem.

Może tak wrócisz do swojego życia i popatrzysz na nie?

Czasem naprawdę się zastanawiam, czy ludzie, którzy pytają mnie o moje życie miłosne chcą bym była szczęśliwa, czy tylko chcą się dowiedzieć, z kim sypiam. O ile w ogóle z kimś sypiam, bo przecież ona ciągle jest sama. Sama w sensie nie jest w związku.

A ja jestem szczęśliwa w stanie, w którym jestem i związek mnie nie definiuje.

I jestem dużą dziewczynką, która umie podejmować za siebie decyzje.


niedziela, 6 maja 2018

Wiosenne przebudzenie

Wiosna już właściwie w pełni, więc czas skończyć z depresyjnymi nastrojami i wziąć się do roboty.

Blogger mi się nie podoba. 

Skończyłam 4 sezony serialu The 100. Teraz jestem na bieżąco z 5. Trzeci sezon podobał mi się najmniej, ale serial odzyskał twarz w 4. i teraz w początkach 5. Znajdę sobie jakiś następny. Nie jestem nawet w stanie powiedzieć, który z kolei, bo oglądam ich sporo.

Pół dnia robiłam dzisiaj zdjęcia, by dojść do wniosku, że w sumie to efekt nie zadowala. Zrobiłam ok. 50, może nawet więcej, bo wszystkich jeszcze nie zrzuciłam na komputer. Ale była ładna pogoda, no to wyszłam coś porobić. I chyba właśnie przez to słońce moje zdjęcia nie wyszły tak jak chciałam. Właściwie to też przez to.

Mam jeszcze kilka książek do przeczytania, no i wypadałoby się przygotować na obronę, bo czas upływa, a 45 pytań samo się nie nauczy. Plus sesja i jeszcze poprawki w pracy dyplomowej.

Także mam co robić.

Wiosna tak mnie dzisiaj omotała, że aż spaliłam olej na patelni....

 https://www.youtube.com/watch?v=Xby1imQDs3E

Może nie jestem wielką fanką Varius Manx, ale lubię niektóre ich piosenki, te, które znam. No więc słucham. ;)



środa, 25 kwietnia 2018

Mam w czasie przeszłym

Miałam opowiedzieć o pierścieniu Atlantów i o tym, jak mnie o niego zapytała pani z banku - zrezygnowałam.
Miałam umyć pędzle od pudru, bo wiadomo, że gromadzą się na nich bakterie, a moja cera pozostawia wiele do życzenia - odłożyłam w czasie.
Miałam skończyć czytać ,,Grę anioła" - jeszcze nie skończyłam. Za to przedłużyłam sobie czas wypożyczenia. Do 13-go maja....
Miałam zamówić klocki hamulcowe i klamkę od strony kierowcy do samochodu - zamówiłam i odebrałam, chociaż klocki okazały się szczękami.
Miałam się nauczyć na dzisiejsze zaliczenie, ale tylko poczytałam kilka razy, dlatego teraz mam doła, bo nie poszło mi dobrze i chyba będę poprawiać, pierwszy raz w swojej karierze studenta.
Miałam przejrzeć książkę otrzymaną od promotorki mojej pracy magisterskiej i wybrać z niej jakiś cytat - chyba jutro już to zrobię.

Zastanawiałam się o czym pisać, czy może opowiadania, czy może wiersze, czy może felietony. Ale szczerze? Opowiadania żadnego w ciągu roku nie napisałam, wiersz może jakiś jeden się trafił, a z felietonem chciałam spróbować. Tak, po prostu. Jest wiele form do wyboru.

Wszystko wydaje mi się pozbawione sensu. Nie mam na to ochoty, wymawiam się brakiem czasu, tym że boli mnie żołądek, bo odkryto mi wrzód na dwunastnicy i nadżerki w błonie śluzowej żołądka, a przesadzam z jedzeniem, zwłaszcza słodyczy. Muszę się teraz pilnować. Ze wszystkim muszę się pilnować i może to jest problem? Bycie odpowiedzialnym wykańcza. A jednak chcę za coś odpowiadać, dlatego też wzięłam na siebie organizację absolutorium w mojej grupie, choć jutro nie pojadę na spotkanie, bo mamy odwołane zajęcie i po prostu nie opłaca mi się tam jechać.

Co zatem zrobiłam? Znalazłam sobie kolejne seriale do oglądania. Bo co mi najlepiej wychodzi? Czytanie i oglądanie. Ale wiele do tego nie trzeba.

Rzeczywiście, znalazłam się na rozstaju dróg. I to na takim ,na którym od dawna nie byłam, bo zwykle wiedziałam, czego chcę i jak to osiągnąć.
A teraz dopadła mnie niechęć, brak motywacji, poczucie bezsensowności, zmęczenie, może lenistwo. Bo ostatnio często mówię, że mi się nie chce.

Jakie jest przesłanie z dzisiejszego dnia?
Koleżanka podczas rozmowy przed zaliczeniem powiedziała, że zatraciła w sobie umiejętność porządnego wysławiania się, że lubiła chodzić w szkole do odpowiedzi i się udzielać na lekcjach, ponieważ to ją motywowało i jako że przestała to robić na kolejnych etapach edukacji i w ogóle na przestrzeni lat, tak teraz już nie umie mówić tak jak wtedy, czasem brakuje jej odpowiednich słów lub używa nie takiego tonu, jak powinna, żeby wypaść lepiej.
I to jest racja, że jak się czegoś nie używa to się zatraca te umiejętności. Tak było u mnie z językiem niemieckim np. Już go nie umiem, tylko jakieś podstawy, które mocno się wyryły w pamięci. Tak samo jak już nie ćwiczę, bo przestałam to robić regularnie i już raczej nie będę ćwiczyła tak jak kiedyś. Raczej. Na pewno nie będę.

Dlatego chociaż raz na jakiś czas powinnam pisać, żeby nie zatracić i tej umiejętności, na której mi zależy.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Co się dzieje?

Pstryk.
Jestem z powrotem. Ale raczej nie będę gościć tu często.

Pstryk.
I co się dzieje?

Zajmuję się organizacją absolutorium w mojej grupie. Koleżanka mi pomaga, od reszty zaangażowanie jest najbardziej minimalne z minimalnych. Kończę studia, tym razem naprawdę kończę edukację. Rozglądałam się za pracą. Oczywiście, w okolicy oferty tylko do sklepu albo z doświadczeniem. Potrzebując małej odmiany, poszłam dzisiaj do swojego starego instytutu na warsztaty o pomocy osobom pokrzywdzonym przestępstwem. Jak wrażenia? Szczerze? Średnio. Nie takie były moje oczekiwania.

Muszę w końcu wymienić opony w samochodzie, bo to wstyd jeździć jeszcze na zimówkach i znowu muszę mojego staruszka (w sumie młodszego ode mnie) trochę podreperować....

Jakoś się toczy. Koło.
Nie wiem, co będę robić. Praca w moim zawodzie to chyba nie jest zajęcie dla mnie i coraz bardziej to do mnie dociera. Może rekrutacja pracowników albo doradztwo zawodowe zamiast pomocy społecznej? Chociaż warto byłoby w ogóle spróbować. Tylko że ja raczej nie powinnam i nie chce pracować z ludźmi... Chcę czuć się pomocna, ale też fajnie byłoby czasem usłyszeć ,,dziękuję", ,,fajnie, że coś takiego robisz". A poza tym chcę świętego spokoju, robię swoje i ok, bez żadnego czepiania się, krytykowania, ubliżania, kłótni, itd.
Z praktyk w bibliotece nic nie wyszło. Też jakoś bardzo mocno o to nie zabiegałam, oddając sprawiedliwość.

Pstryk. Przeskok.
Fajnie byłoby móc zmieniać coś za pomocą pstryknięcia palcami.